O zdrowiu psychicznym i wsparciu w depresji

Powroty. Do do domu, do bliskich, przede wszystkim… do siebie. W ciągu ostatnich miesięcy doświadczyłam ogromnego emocjonalnego huraganu, który zostawił po sobie wiele bałaganu i niepokoju. I to o nim, chcę z Tobą porozmawiać.

Depresja ma wiele twarzy. Otępienia, smutku, samotności, łez, złości, czasem ukrywa się za czyimś uśmiechem, żartem, pracoholizmem. Czasem spogląda na nas z dna kieliszka, leży z nami w łóżku i nie pozwala rano wstać, trzyma za długo pod prysznicem. Czasem zaprasza do siebie lęk, tworząc mieszankę wybuchową. Depresja jest przebiegłą chorobą o wielu postaciach – właśnie to czyni ją bardzo niebezpieczną. Potrafi dobrze ukryć się za fasadą pozornej „normalności”.

W trakcie mojej przerwy od kanałów społecznościowych napisało do mnie kilka osób z pytaniem „czy wszystko ok?”. Tak niewiele trzeba, by zatroszczyć się o kogoś, kto może bardzo potrzebować takiego pytania. Proszę Was, nie traćcie swojej wrażliwości na drugiego człowieka, taka wiadomość od Was może być jedynym światełkiem, jakie zazna taka osoba w danym dniu, tygodniu, miesiącu. Depresja może mieć twarz bliskiej Ci osoby – pamiętaj o tym, gdy wypowiadasz się o cierpiących na nią ludziach. Staraj się zrozumieć.

NIE WIDZISZ, CZY NIE CHCESZ ZOBACZYĆ?

Powyższy tekst opublikowałam na swoim Instagramie po prawie 3-miesięcznej nieobecności w sieci. Choć nie napisałam w nim wprost, że borykam się z czymś trudnym, że usłyszałam diagnozę (zaburzeń depresyjno-lękowych) otrzymałam pod nim wiele ciepłych słów wsparcia. Zaczęłam zastanawiać się, ilu z nas cierpi w zupełnej samotności. Ilu z nas nie może otwarcie porozmawiać o swojej diagnozie, a wręcz ukrywać swój stan przed rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami.

Osoby z zaburzeniami psychicznymi często zawieszane są w społecznej próżni. Bliscy nie wiedzą, jak z nimi rozmawiać, unikają tematu, podważają diagnozę, rzucając mimochodem złotą myślą w stylu: szukasz problemów tam, gdzie ich nie ma; nie potrzebujesz terapii, tylko odrobiny ruchu; psychoterapia jest dla wariatów. W mediach i przestrzeni publicznej wciąż powielany jest obraz depresji, jako chwilowej chandry uzależnionej od diety, czy pogody. Ostatnio jedna z polskich celebrytek stwierdziła, że “depresja” przechodzi jej po zjedzeniu ciepłego… ziemniaczanego puree. Zgadnijcie, jak duży (i krzywdzący dla chorych) zasięg miała jej wypowiedź.

Stygmatyzacja osób cierpiących z powodu chorób i zaburzeń psychicznych to temat rzeka. Powinno walczyć się z nią systemowo (na poziomie instytucjonalnym, społecznym, komunikacyjnym), ale także oddolnie, zaczynając od siebie samego i własnego stosunku do tego tematu. Jeśli nazwiesz mnie w komentarzu wariatką, zmartwię Cię – nie zmieni to w żaden sposób mojego obrazu samej siebie. Kogoś innego możesz taką wypowiedzią zniszczyć. Ja należę do dość uprzywilejowanej grupy ludzi, otoczonej wsparciem i troską ze strony najbliższych, mających środki na leczenie oraz dość duży stopień samoświadomości wynikającej z uprawianego zawodu. Z drugiej strony są osoby, które zostają z diagnozą całkiem same, w kilkumiesięcznej kolejce do terapeuty na NFZ. I nawet tych już wdrożonych w leczenie, ich własny system wsparcia w postaci lekarza, terapeuty, czy bliskich – zwyczajnie zawodzi…

 

JAK WSPIERAĆ BLISKICH W DEPRESJI (I INNYCH ZABURZENIACH)?

Stykając się z poważną diagnozą drugiej osoby, zazwyczaj nie wiemy co powiedzieć i to niezależnie od natury jej choroby – prawdopodobnie w pierwszej chwili zaniemówimy zarówno w przypadku nowotworu, jak i schizofrenii. Osobiście uważam, że milczenie może być o wiele bardziej adekwatną reakcją od natychmiastowego, często automatycznego pójścia w pożałowanie chorego (biedactwo!), tragizowanie (to już koniec, nie ma dla ciebie ratunku!), pocieszanie (zobaczysz, wszystko się ułoży), negację (to niemożliwe, to napewno jakaś pomyłka, ty nie możesz mieć…), czy układanie planu leczenia (ok, to teraz ZROBIMY tak…). Czasem trwanie w milczeniu (jeśli relacja na to pozwala – z przytuleniem drugiej osoby, chwyceniem za rękę) okazuje się najlepszym wsparciem w tych pierwszych chwilach od usłyszenia diagnozy.

Po nim przychodzi czas na pytania. Jeśli chcesz okazać wsparcie osobie chorej, możesz zapytać ją:

– czego potrzebuje?

– czy możesz jej w jakiś sposób pomóc, coś dla niej zrobić? (tylko jeśli czujesz się na siłach)

– na czym dokładnie polega jej choroba/zaburzenie?

– jak się obecnie czuje?

Słowa, jakich używamy w codziennej komunikacji z osobą chorą są niezwykle ważne. To one świadczą o naszym stosunku do niej i jej diagnozy. Czasem, mimo naprawdę dobrych intencji, możemy słowem przysporzyć więcej krzywdy, niż pożytku.

Co w takim razie warto mówić osobie chorej, a jakich słów należy unikać? Pomocna może okazać się poniższa infografika. Zachęcam Cię do pobrania jej dla siebie i podzielenia się z innymi.

POBIERZ GRAFIKĘ W PDF

 

Jeśli czujesz, że z bliską osobą dzieje się coś złego, nie zgaduj. Czasem proste pytanie: czy wszystko u Ciebie ok? może okazać się wstępem do długo wyczekiwanej, głębokiej rozmowy. Naprawdę tak niewiele trzeba, by wyciągnąć rękę do osoby, która może bardzo potrzebować naszej pomocy. 

(Visited 202 times, 40 visits today)

PRZECZYTAJ TAKŻE