W każdym z nas kryje się cząstka czystego zła

IMG_5088
źródło

Tę kontrowersyjną tezę potwierdził jeden z najgłośniejszych, najbardziej szokujących i nieetycznych eksperymentów w historii psychologii.

GDY O TWOIM LOSIE DECYDUJE RZUT MONETĄ

Mowa o stanfordzkim eksperymencie więziennym przeprowadzonym przez grupę psychologów Uniwersytetu Stanforda pod przewodnictwem profesora Philipa Zimbardo na początku lat siedemdziesiątych.

Grupę eksperymentalną stanowiło 24 studentów podzielonych rzutem monetą – na więźniów i strażników. Kandydaci musieli spełnić dwa warunki: nie mogli posiadać kryminalnej przeszłości oraz być w miarę dobrej kondycji zdrowotnej i fizycznej. „Więzienie” utworzono z piwnic stanfordzkiego wydziału psychologii. Wszelkie aranżacje przeprowadzano w oparciu o opinie byłych więźniów i personelu więziennego. Końcowy efekt  prac wręcz porażał wiarygodnością.

Również okoliczności zatrzymania ‚więźniów’ nie odbiegały od ogólnie  przyjętych standardów…

 Pewnej letniej niedzieli w Kalifornii wycie syreny zakłóciło spokojny poranek Tommy’ego Whitlowa, studenta wyższej uczelni. Wóz policyjny zahamował z piskiem opon przed jego domem. W ciągu paru minut Tommy został oskarżony o popełnienie przestępstwa, poinformowany o zagwarantowanych mu przez konstytucję prawach, zrewidowany i skuty kajdankami. Na posterunku policji wpisano Tommy’ego do rejestru, wzięto odciski palców, po czym zawiązano mu oczy i przewieziono do Stanfordzkiego Więzienia Okręgowego, gdzie rozebrano go do naga, spryskano środkiem dezynfekującym, z przodu i z tyłu. Tommy stał się więźniem nr 647.

Już w tym momencie Tommy musiał żałować swojej decyzji – a to był dopiero wstęp koszmaru, który zafundowali ochotnikom eksperymentatorzy.

Nie będę opisywać, co działo się w każdym z kolejnych sześciu dni eksperymentu. Trwał on tak krótko z dwóch powodów – studenci, pełniący rolę strażników dopuszczali się coraz ohydniejszych praktyk względem ‚osadzonych’ (np. zmuszali ich do symulowania aktów homoseksualnych) oraz przyszła żona Zimbrado – Christiana Maslach – doktor ze Stanfordu stanowczo sprzeciwiła się kontynuowaniu eksperymentu w momencie uświadomienia sobie tragicznych jego skutków dla psychiki uczestników.

W KAŻDYM Z NAS DRZEMIE ZŁO

Studenci wyższych uczelni. Zdeklarowani pacyfiści, najnormalniejsi, sympatyczni, „zwykli faceci”. Po wejściu w role strażników zmienili się w drastycznych, znęcających się nad więźniami psychopatów.

Co się stało? Czy nagle ich mózgi przestały właściwie funkcjonować? Zapomnieli, kim naprawdę są? 

Również zrównoważeni psychicznie studenci w roli więźniów wkrótce zaczęli zachowywać się w sposób patologiczny, biernie godząc się z nieoczekiwanym obrotem spraw. Przed upływem 36 godzin od zatrzymania, u więźnia nr 8412 wystąpiły trudne do opanowania napady płaczu, wybuchy gniewu, dezorganizacja myślenia oraz objawy depresji. W kolejnych dniach podobne objawy związane ze stresem rozwinęły się u trzech innych więźniów. U piątego wystąpiła psychosomatyczna wysypka na całym ciele, gdy odrzucono jego prośbę o przedterminowe zwolnienie (tak, ochotnicy nie mogli w dowolnej chwili wycofać się z eksperymentu).

Po zakończeniu eksperymentu Tommy stwierdził, że choć nigdy w życiu nie wziąłby w nim ponownie udziału, ceni sobie jego rezultaty w postaci wiedzy, którą posiadł – o sobie samym, jak i generalnie o ludzkiej naturze. Na szczęście on i reszta uczestników dość szybko wrócili do normy po tych traumatycznych doświadczeniach, a badania kontrolne po wielu latach nie wykazały żadnych trwałych negatywnych skutków.

pe2

CO WYZWALA NASZEGO WEWNĘTRZNEGO DEMONA?

Uczestnicy eksperymentu stanfordzkiego ponieśli ogromne koszty, byśmy mogli zrozumieć, jak ważną rolę w kreowaniu nas samych pełnią role społeczne, które pełnimy oraz reguły, którym się podporządkowujemy. Badacze wywołali w umysłach uczestników nową rzeczywistość społeczną – z góry narzucili reguły nią rządzące oraz losowo przydzielili role, które od tego momentu określały osoby biorące udział w przedsięwzięciu.

Żadna z tych osób nie próbowała zmienić określonego wzorca zachowań stojącego za daną rolą społeczną. Nikt nie próbował z nich wyjść. Nikt nie starał się zmienić reguł.  Zostali całkowicie wchłonięci przez nową rzeczywistość.

To szokujące zjawisko generuje w mojej głowie wiele pytań.

Czy w takim razie można zrzucić odpowiedzialność za swoje zachowania na sytuację, w której się znaleźliśmy?

Jaką osobą się staję, gdy wchodzę na co dzień w różne role?

Gdzie kończy się moje ‚indywidualne ja’, a zaczyna ‚ja społeczne’?

*
*
*
*

I czy nie staję się czasem strażnikiem lub więźniem.

 

(Visited 37 times, 26 visits today)

PRZECZYTAJ TAKŻE