List do piętnastoletniej mnie | Co chciałabym sobie powiedzieć?

larm-rmah-184505

Okres nastoletni był dla mnie słodko – gorzki. Doświadczyłam w nim jednych z najpiękniejszych i najgorszych chwil w moim życiu. Wiele pierwszych razów. Nigdy nie byłam tak odważna, jak wtedy. Zawsze stawałam w obronie swoich wartości. Podziwiałam to w sobie. Teraz zadaję sobie pytanie – dlaczego dostatecznie nie pielęgnowałam w sobie tej cechy? 

Ciężko mi powiedzieć, czy gdybym mogła cofnąć się w czasie, zrobiłabym jakieś rzeczy inaczej. Nie zmieniłabym raczej decyzji o randze „kluczowych”. Dzięki nim jestem tu, gdzie jestem – o krok od zostania psychologiem, z cudownym partnerem u boku, we własnych czterech ścianach.

Myślę, że inaczej reagowałabym w pewnych sytuacjach. Ciężko w tym wieku o dystans do siebie, ale nie wzięłabym tak do serca wielu rzeczy, które nota bene – nawiedzają mnie do dzisiaj. Nie rezygnowałabym z siebie tak łatwo.

Gdybym tylko mogła przekazać piętnastoletniej mnie kilka przemyśleń, które mam teraz – jako kobieta, zbliżająca się nieubłaganie do ćwierci wieku. Wiecie, co bym sobie powiedziała?

***

Bywają chwile, gdy bardzo za tobą tęsknię. Za twoją ciekawością świata. Wieloma zainteresowaniami. To nic, że miałaś często tzw. słomiany zapał do niektórych aktywności. Przynajmniej nie bałaś się próbować. Nic cię nie hamowało. Twoje myśli były wolne od nieustającego lęku – o siebie, o niego, o mamę, o dziadka, pracę, zdrowie. Lubiłaś poznawać, nie myśląc o tym, co może pójść źle. Byłaś prawdziwym Odkrywcą. Byłaś silna. Tej siły bardzo mi brakuje.

Wiedziałaś, czego chcesz. Miałaś plan na najbliższe kilka lat, wizję wymarzonej przyszłości. Gdzie się ona podziała? Nie mam pojęcia. Wiesz, że obecnie nic nie wydaje się tak proste jak wtedy? Choć bez dwóch zdań – niektóre wydarzenia z tamtego czasu wspominam jako najgorsze w moim życiu. Tak bardzo pragnęłaś wolności. Teraz ją mam – i co z tego? Myślałam, że będę niezależna. Nie wiedziałam wówczas, jak bardzo się mylę.

Jest kilka rzeczy, które zawaliłaś po całości. Myślałaś, że masz jeszcze na wszystko czas. Na przykład na naukę języków. Szkoda, że teraz władasz średnio-biegle tylko jednym, który zna każdy. Dałaś sobie wmówić, że pewne rzeczy nie mają sensu, bo nie przynoszą żadnego zysku (czyt. pieniędzy). Tak było z nauką rysunku. Pisaniem wierszy i opowiadań. Porzuciłaś rzeczy, z których mogło wyjść coś naprawdę pięknego. Nie zdołałaś przez to niczego naprawdę pokochać.

Ufałaś wszystkim, tylko nie sobie. Muszę ci się przyznać, że dalej mam z tym problem. Jestem zła na ciebie, że tak rzadko słuchałaś swojej intuicji. Nęka mnie myśl, że przez to nie doświadczyłaś wielu wspaniałych rzeczy. Mogłabyś stawiać siebie – swoje pragnienia, potrzeby – częściej na pierwszym miejscu. Wtedy jeszcze nie wiedziałaś, że jak sama o siebie nie zadbasz, nikt tego za ciebie nie zrobi.

Nie zdawałaś sobie również sprawy, że nic nie jest dane człowiekowi raz na zawsze. Wiedziałaś, że ludzie odchodzą, lecz wierzyłaś, że ciebie to nie spotka. Że będziesz żyć z nim długo i szczęśliwie. Że śmierć ominie twoich bliskich. Że osiedlowe i szkolne przyjaźnie będą trwać wiecznie. Głupia, nic nie trwa wiecznie.

Aha i ciało to nie wszystko. Nie przejmuj się tym, co mówią inni. Zawsze dla kogoś będziesz miała zbyt duży nos lub za grube nogi. Dlatego wyrzuć do śmieci ten zeszyt z dekalogiem i „thinspiracjami” pro-ana. Uwierz mi – nie chcesz zostać motylem.

Moja rada na koniec? Zawsze bądź fair wobec siebie. I będziesz szczęśliwa.

 

 

(Visited 21 times, 4 visits today)

PRZECZYTAJ TAKŻE