Kochanie, jestem innym człowiekiem

brooke-cagle-170053

Nie powiedział nigdy jeden partner do drugiego.

HISTORIA NORBERTA KOCHAJĄCEGO NIESPODZIANKI

Norbert, 45- letni nauczyciel przez ponad dwadzieścia lat uważał się za szczęśliwego mężczyznę. Jego żona Helena jest żywym dowodem na to, że dla niektórych czas łaskawie staje w miejscu. Wspólnie wychowują czwórkę dzieci, w tym dwoje nastolatków, którzy często dają rodzicom powód do emocjonalnych uniesień. W oczach znajomych Norbert i Helena są z tych silnych, rzadkich par, które wytrzymują ze sobą do końca życia.

***

 – Odchodzę – usłyszała pewnego wieczoru Helena. Norbert siedząc na łóżku z opuszczoną głową patrzył na żonę, czekając na reakcję.

Poczuła się, jakby na chwilę znalazła się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, oglądając z boku tandetnego brazylijskiego tasiemca. Nie rozumiejąc sytuacji intensywnie wpatrywała się w twarz Norberta próbując wyczytać z niej coś więcej.  Po chwili wahania dodał:

 – Kocham inną kobietę.

Tym razem poczuła cios. Jakby ktoś z całej siły kopnął ją w brzuch. Pokój zawirował jej przed oczami. Myśli zaczęły pędzić jak szalone, nie mogąc złożyć się w sensowne zdanie. Po dłuższej chwili zdołała wykrztusić z siebie jedno pytanie:

 – Jak długo..?

 – Pół roku.

CHCIAŁBYM BYĆ… JASNOWIDZEM

Słysząc takie historie zawsze zastanawiam się, co musiało dziać się w głowie tego mężczyzny (lub kobiety) przez te sześć miesięcy. Nie wierzę, że krążą nam nad głowami małe tłuste amorki, które od czasu do czasu stwierdzą – a co tam, strzelę sobie! – i nagle zakochujemy się w obcej osobie od pierwszego wejrzenia.

W pewnym momencie podejmujemy decyzję. Wybieramy pomiędzy obecnym partnerem a nową znajomością. Rezygnujemy ze starego życia, na rzecz nowej, ekscytującej przygody. I myślimy, że tym razem będzie inaczej. Dokonujemy tego wyboru świadomie, mając z tyłu głowy przygotowane argumenty, których czasem nawet do końca sobie nie uświadamiamy lub nie potrafimy nazwać.

Wiemy, że coś między nami nie gra, ale co to jest…

Zostawiamy tę drugą osobę w ciężkim szoku, bo ta nie była przygotowana na taki obrót spraw. Nagle po tylu latach związku, bez cienia uprzedzenia, partner wyskakuje jak filip z konopi oznajmiając nowy porządek rzeczy.

Właśnie – bez uprzedzenia.

Utarło się, że winę za rozpad związku należy dzielić na pół. Zgodziłabym się z tym stwierdzeniem, gdyby nie fakt, że czasem decyzję o rozstaniu podejmuje tylko jedna strona. Bierze całą odpowiedzialność na siebie w momencie pozbawienia partnera szansy na odniesienie się do problemów, które zapukały do ich drzwi.

Niestety nikt z nas nie posiadł jeszcze mocy czytania innym w myślach.

TRZY MAGICZNE SŁOWA

A czasem, gdzieś po drodze, gdy zaczyna się w związku robić nieciekawie, wystarczyłoby powiedzieć:

Jestem innym człowiekiem.

Niby to oczywiste, że wraz z upływającymi latami zmieniamy się. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Mamy inne potrzeby, inne priorytety, inne marzenia.

Dlaczego nie przyjdzie nam do głowy, by dzielić się nimi na bieżąco z naszą drugą połówką? Razem dokonać pewnego przewartościowania, dostosować się do siebie na nowo. Zamiast tego serwując jej narastający mur, do którego sami codziennie dokładamy cegiełkę.

Myślę sobie, że prawdziwym dramatem dla związku nie jest samo rozstanie, czy zdrada. Jest nią decyzja jednej lub dwóch stron na powolną, bierną śmierć związku poprzez okopywanie się w swoim własnym świecie, wieszając partnerowi przed nosem tabliczkę z zakazem wstępu.

Nic, co ma związek z relacjami między dwojgiem ludzi, nie dzieje się z dnia na dzień. Nie wybacza się z dnia na dzień. Nie  zapomina. Nie zakochuje. Nie przestaje się kochać.

Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić osobie, która nas kocha, to pozbawienie jej wyboru. Postawienie przed przykrym faktem dokonanym.

PRZECZYTAJ TAKŻE

  • To chyba naturalna kolej rzeczy, gdy euforia miłości opada i zaczynamy dystansować sie do partnera, zaczynając obserwować związek jakby z boku.
    Nie zgodzę sie z tym, że druga osoba nie wie o zamiarach partnera, bo wtedy pojawiają się drobne zachowania, które silnie na to wskazują, ale nie widzimy ich, bo nie chcemy ich widzieć, bo życzymy sobie żyć nadal w bezpiecznej i szczęśliwej przystani mimo, ze wysokie fale, które sie o nią rozbijają od zawsze zwiastowały sztorm.

    To, że Norbert nawiązał nową relacje, która ciągnęła sie juz od pól roku to tylko kwestia moralności, choc niewlasciwym jest oceniać zachowania mając tak Malo danych.

    • Euforia zanika, ale komunikacja nie powinna. Nie generujesz prostego komunikatu – nikt nie domyśli się w 100%, co siedzi w Twojej głowie. A intymnej relacji z drugą (trzecią osobą) nie buduje się w jeden dzień. Zadziwiające jest dla mnie, że osobie szkoda energii na próbę odbudowania tego, co ma, ale nie szczędzi jej na nawiązanie nowego związku, który wymaga jej o wiele więcej. Jest to dla mnie aż kwestia moralności.

  • ‚Myślę sobie, że prawdziwym dramatem dla związku nie jest samo rozstanie, czy zdrada. Jest nią decyzja jednej lub dwóch stron na powolną, bierną śmierć związku poprzez okopywanie się w swoim własnym świecie, wieszając partnerowi przed nosem tabliczkę z zakazem wstępu.’

    No właśnie.
    Bo tak często to właśnie o ten zakaz wstępu się rozchodzi.
    Refleksję zostawiam dla siebie.

    Pozdrawiam.

    M.

  • Niektórzy wieszają sobie tę tabliczkę i przeżywają razem-osobno 50 lat. I nigdy nawet się nie dowiadują, że się naprawdę już dawno nie znają.
    A ja optymistycznie dodam, że pamiętam trudne początki mojego związku i że często wtedy wieszaliśmy oboje te tabliczki, ze strachu, że nie wyjdzie, że znów będzie bolało – ale później zaczęliśmy je zdejmować i otwierać się, i naprawdę było warto. Teraz nawet jak czasem tabliczka wisi to druga osoba zaraz to widzi i nalega, żeby zdjąć i pogadać:)

    Tabliczka „zakaz wstępu” naprawdę dobre określenie. Fajnego masz bloga :)

    • Dziękuję Dotee :)
      Cieszę się, że wypracowaliście wspólnie strategię „ściągania” tej nieszczęsnej tabliczki. W związku wszystko jest możliwe, trzeba chcieć. :)

  • Nic nie dzieje sie „samo” – tak jak napisalaś to decyzja dwóch stron, ze zwiazek umiera, że przestaje nam zależeć, że jesteśmy „pewni” w życiu nic nie ma na zawsze.

  • Monika Kotlarek

    Doświadczenie podpowiada mi, że całej masy problemów i rozstań w bólu można byłoby uniknąć gdybyśmy umieli ze sobą rozmawiać. Nawet rozstania można przeżyć, przetrawić, zaakceptować, ale nie zawsze wtedy, gdy są ciosem w brzuch. Niestety, rozmawiać ze sobą nie umiemy. Wypowiadamy komunikaty, które nie zawsze docierają. Zwłaszcza, gdy jedna (lub obie) ze stron wywieszają tabliczkę „zakaz wstępu”.

    • Również z własnych obserwacji (mojego oraz związków przyjaciół) twierdzę, że największe, jak nie wszelkie problemy w relacji między partnerami biorą się tak jak piszesz – ze słabej komunikacji.
      Ludzie mówią, ale nie słuchają, nie rozumieją, czasem nawet nie starają się dociec, co druga osoba chciała wyrazić.

  • W relacjach damsko męskich i w ogóle w kwestii tworzenia czy utrzymania związku jestem do tyłu. Ale choć teoretycznie, z wielką rzeczami się zgadzam.

    I ja chyba tez wywiesilam taki „zakaz wstesu” na wiele tygodni przed rozstaniem.

  • Nie wiem co napisać, dobry tekst.

  • W pełni się z Tobą zgadzam.