Dlaczego się zatrzymujesz?

1

Najpierw jest olśnienie, power, zachwyt, moc. Już wiem, co chcę zrobić ze swoim życiem! Po czym następuje – opad wszystkiego.

Mój zapał można czasem porównać do sinusoidy lub zaburzeń dwubiegunowych – raz jest mania, raz jest dół. Raz bym góry przenosiła, raz bym nawet nogi nie podniosła. Jednego dnia mam klarowną wizję siebie i tego, co chcę robić, drugiego – wszystko się zlewa, brakuje konkretów, pomysłu, zapału.

Szukanie siebie jest ok, dopóki się nie zatrzymujesz. Nie pozwalasz sobie na zaćmione dni, w których nic nie wiesz. Drążysz i pytasz siebie, czego tak właściwie chcesz. Stojąc w miejscu, cofasz się, a tego nie chcemy.

Samoaktualizacja jest konieczna. Potrzebne jest raz na jakiś czas usiąść z kubkiem kawy w ręku i dokonać update’u własnej osoby.  Zapytać siebie:

Co mnie cieszy? Co przestało sprawiać przyjemność?

Gdzie jestem? Gdzie chciałbym być?

Kto mnie otacza? Z kim chciałbym spędzać więcej czasu?

Dlaczego robię to, co robię? Czy moja misja tu i teraz zmieniła się?

Gdybym mnie teraz zabrakło – co bym po sobie zostawił?

Z ostatnim, najmniej przyjemnym, ale najbardziej otwierającym oczy pytaniem was zostawiam. Moja odpowiedź nie była zadowalająca. Czas coś zmienić.

PRZECZYTAJ TAKŻE

  • stefanyak

    A to prawda, warto od czasu do czasu zresetować się, odpocząć przez chwilę i wszystko przemyśleć. Ten odpoczynek przed też jest moim zdaniem ważny, bo jak się jest zestresowanym i przepracowanym, to i mniej obiektywnie priorytetyzuje się cele. :)

    • Jak się jest zestresowanym i przepracowanym to z góry jest się skazanym na porażkę. A celów to się nawet nie chce określać, co dopiero im jakieś rangi przyznawać ;)

  • Często tez tak mam, że czymś się nakręcam, po czym napada mnie zwątpienie, nie wiem czy to było słuszne. Ostatnio jak wpadnę na dobry pomysł i jestem w fazie zachwycania się nim, to pisze sobie na karce w punktach zalety tego czegoś. Potem, kiedy nachodzi mnie zwątpienie sięgam do kartki i to co napisałam wcześniej pomaga mi się ponownie nakręcić:)

  • Na szczęście nigdy nie miałam okazji przekonać się o wspominanym przez Ciebie dole. Moja mama choruje na depresję dwubiegunową i prawdopodobnie podświadomie, chcąc uniknąć ewentualnego dołu lub manii rozpaczliwie trzymam się równowagi w życiu, wychwytując każdą, najdrobniejszą zmianę nastroju i próbując jej zapobiec.

    • Sandro, wydaje mi się, że takie kurczowe trzymanie równowagi i staranie się zapobiec każdemu, nawet najmniejszemu wahnięciu też nie jest dobre. Prawdziwa równowaga leży gdzieś pośrodku, ale rozumiem Twoje motywy – depresja dwubiegunowa to ciężki temat, ale do ogarnięcia, trzymam kciuki za mamę i za Ciebie :)