Czy istnieją jeszcze związki na zawsze?

old-couple-in-love

W 2013 r. rozwiodło się w Polsce ponad 66 tys. par małżeńskich – to o 1,6 tys. więcej w stosunku do roku poprzedniego. Jednocześnie o prawie 22 tysiące zmalała ilość zawieranych małżeństw (181 tysięcy). Prowadzimy życie szybkie, intensywne, jesteśmy cały czas na pełnych obrotach i tego samego oczekujemy od związku.

Chcemy szybko, łatwo i przyjemnie

Gdy byłam mała, związek do grobowej deski nie wydawał mi się niczym nadzwyczajnym. Patrzyłam na swoich dziadków bez szczególnego podziwu. Przecież tak to już jest, że wychodzisz za mąż raz i jesteś z tą osobą do końca – myślałam. Proste jak drut. Dorosłość jednak przedstawiła mi inną stronę związku –  bolesną, nietrwałą, zmienną. Uderzyło mnie, że prawdziwą sztuką jest bycie z jedną osobą na zawsze. Że to swego rodzaju fenomen, wymagający ogromu pracy, która wiele par przerasta, mimo wypowiedzianych przed sobą słów przysięgi.

Kiedyś ludzie szanowali to, co posiadali. Może dlatego, że nie mieli tego zbyt wiele. Przywykli do naprawiania zepsutych rzeczy. Teraz łatwiej jest kupić nowe, niż bawić się w naprawę starego. Tak samo jest ze związkiem.

Lubimy żyć intensywnie, przyzwyczailiśmy się do wszystkiego „na już”.  Potrzebujemy informacji – wystarczy minuta i znajdziemy, co chcemy w Internecie. Chcemy kolejnego drinka – pstrykamy palcami na kelnera i oczekujemy, że obsłuży nas w mgnieniu oka. Uważamy, że nam się należy i że wszystko powinno nam przychodzić łatwo. Najgłupsze rozumowanie, jakie może być.

Od momentu zakochania się w sobie i decyzji, że jest się razem – wiele par oddaje przyszłość swojego związku w ręce losu. Co będzie, to będzie, jak wyjdzie to ok, a jak nie, to znaczy, że najwidoczniej nie było nam pisane, to przeznaczenie, itp.

Czy tak samo podszedłbyś do innych aspektów swojego życia, np. pracy lub nauki? Nie będę robił nic, nie pójdę na studia, nie wyślę CV, bo jak praca będzie miała mnie znaleźć to to zrobi? Czy będąc ciężko chorym leżałbyś w łóżku, czekając na cudowne ozdrowienie? Zakładam, że nie. Pracowałbyś ciężko, uczył się i doskonalił. Wybrałbyś się do lekarza i podjął stosowne leczenie. Nie siedziałbyś z założonymi rękami i czekał aż twoja sytuacja poprawi się sama. Bo nigdy nic samo się nie dzieje. Nic, co dla nas cenne i wartościowe, nie zdarza się ot tak. Tyle samo pracy i wysiłku trzeba włożyć, by mimo upływu czasu tworzyć szczęśliwy związek.

Portrait of a couple

Tak, istnieją jeszcze związki ma zawsze. Tworzą je ludzie, którzy przez lata bycia razem wypracowywali wspólne zwyczaje, dostosowywali się do zmian, jakie w nich zaszły, spędzali dużo czasu na kłótniach, a jeszcze więcej na rozmowach. Cechuje ich specyficzny rodzaj życiowej mądrości, dotyczący miłości i bycia z drugim człowiekiem. Przeszukując różne źródła, wyodrębniłam kilka cech, które są charakterystyczne dla par pozostających ze sobą przez całe życie.

7 CECH ZWIĄZKÓW NA ZAWSZE

1. Rozpoznają i akceptują zmiany.

Każdy z nas z czasem zmienia się. Zmieniają się nasze poglądy, cele, zainteresowania. Zmieniamy pracę, znajomych, miejsce zamieszkania. Nowe doświadczenia kształtują nowych nas, czy tego chcemy, czy nie. Są to jedne z najtrudniejszych chwil w związku – czasem nasz partner zmienia się nie do poznania. Nie dzieje się to z dnia na dzień, musieliśmy przegapić coś ważnego, coś co określa go takiego, jakim jest teraz. Szczęśliwe pary w tych ciężkich chwilach rozmawiają, określają nowe priorytety, re-definiują swój związek. Inne się rozchodzą.

2. Kłócą się.

Dojrzałe związki nie stronią od kłótni. Wiedzą, że żeby rozwiązać problem, trzeba o nim powiedzieć głośno. Nie ma w nich miejsca na półsłówka, domyślanie się, o co partnerowi mogło chodzić. Potrafią mądrze podejść do rozwiązywania konfliktów.

3. Szanują się.

Wzajemny szacunek jest absolutną podstawą udanego związku, ponieważ zawiera się w nim wiele rzeczy: właściwy sposób komunikacji (np. brak wyzywania się podczas kłótni), zaufanie (jeśli nie ufasz swojemu partnerowi, to kim tak naprawdę on dla ciebie jest?), lojalność (rozumiana jako brak skoków w bok, ale także wobec innych członków rodziny, znajomych).

4. Wybaczają i nie rozgrzebują ran.

Albo decydujesz się wybaczyć (nie musi to nastąpić od razu, przebaczanie to proces) i nie wracać do tego przy kolejnej kłótni, albo zakończ ten związek i przestań się męczyć. Bez prawdziwego wybaczenia nigdy nie ruszycie z miejsca.

5. Każdy z partnerów jest dawcą i biorcą.

Związek to sztuka kompromisu – zdanie stare, jak świat, ale niezmiennie aktualne. Nie możesz tylko dawać (bo szybko się wypalisz, a związek stanie się męką), ani tylko brać (bo wykończysz psychicznie swojego partnera, który nie będzie miał w tobie za grosz oparcia). Lubię czasem popatrzeć na związek, jak na transakcję – musi być ona atrakcyjna dla obu stron.

6. Umieją powiedzieć sobie „kocham cię”.

Wiedzą, dlaczego się kochają i chcą być ze sobą. Nie wstydzą okazywać sobie miłości, przytulić się wśród znajomych, pocałować. Mimo upływu czasu patrzą na siebie tak samo intensywnie i czule, jak na początku. Pielęgnują swoją intymność. Czasem śmiejemy się z M. że są takie chwile, w których strasznie się nie lubimy. Można się chwilowo nie lubić i dalej kochać. :)

7. Zawsze trzymają się za ręce.

Zawsze wzrusza mnie widok starszej pary spacerującej i trzymającej się za ręce. Jest w tym coś magicznego, taki rodzaj tajemnicy szczególnej bliskości. Może będzie to stwierdzenie rodem z brazylijskiego tasiemca, ale w ten gest wpisana jest miłość.

Ucząc się na jeden z egzaminów natknęłam się na historię amerykańskiego weterana wojennego, który od lat cierpiał na PTSD (zespół stresu pourazowego). Jego terapeuta nie mógł sobie z nim poradzić, ponieważ mężczyzna nie był skłonny do współpracy – w wielkim skrócie: nie chciał wykonywać ćwiczeń relaksacyjnych, ani opowiadać o tym, co przeżył w trakcie wojny. Na każdym spotkaniu była obecna żona weterana, bez której nie wyraził on w ogóle zgody na terapię. Terapeuta obserwował postępy tylko wtedy, gdy zachęta do dzielenia się doświadczeniami wychodziła bezpośrednio od żony pacjenta, która dodatkowo chwytała go w tych momentach za rękę. Psycholog, zainspirowany tymi obserwacjami, postanowił odpowiedzieć na pytanie – dlaczego trzymamy się za ręce? Odpowiedź jest prosta – to zmniejsza stres. A badania mówią, że im bliższa jest nam osoba, której rękę trzymamy, tym lepszy efekt.

Older-couple-holding-hands2

Jednym z takich moich „psychologicznych” marzeń jest to, żeby w relacjach ludzie stawiali na jakość, nie na ilość. W każdym związku nadejdzie chwila stagnacji, zwątpienia, kryzysu. Nauczmy się naprawiać to, co dla nas cenne, nie wymieniać na nowszy (niekoniecznie lepszy) model.

Górnolotnie, na koniec – prawdziwej miłości do grobowej deski wam i sobie życzę. :)
Dodalibyście coś do tej listy? Macie swoje sekrety na udany związek?

PRZECZYTAJ TAKŻE

  • Blog To Wake Up Baby

    ja też uwielbiam widok starszej pary trzymającej się za ręcę :)

  • Do ostatniego bym się przyczepiła… :)

    • Nie krępuj się! ;)

      • No bo przecież wielka miłość nie oznacza, że trzeba chodzić za ręce, niektórzy zwyczajnie się krępują i piszę tu też z własnego doświadczenia. To wygląda przepięknie jak spacerują sobie zakochani i trzymają się za ręce pomimo tylu lat razem, ale są też pary, które spacerują od zawsze i prawie zawsze nie trzymając się za dłonie, a kochają się równie mocno :)

        • Brak trzymania się za ręce nie jest oznaką braku miłości. :) Jednak taki rodzaj dotyku jest intymny, tylko wasz. Jest w nim coś, co zbliża partnerów do siebie. Co nie oznacza, że jest niezbędny – powyższe obserwacje nie definiują niczego kategorycznie. ;)

  • Sylwia C

    Prawie każdy z nas mówiąc ‚tak’ przed ołtarzem jest pewny że to jest Ten/Ta ostatni/nia – jednak mam wrażenie że niektórzy nie dojrzewają do stałego związku…

  • Bardzo dobry i mądry tekst. Osobiście polecam już wspominaną w komentarzach książkę „Kochaj wystarczająco dobrze”. Dodałabym jeszcze okazują sobie czułość. Myślę, że to ważna podstawa każdej zdrowej relacji. Nie tylko romantycznej :)

  • Jest dokładnie tak jak napisałaś :) Istnieją związki na zawsze, takie prawdziwe, do grobowej deski – i wkurza mnie, kiedy, ktoś trywialnie opowiada argumenty przeciw temu… bo sam niestety nie może podzielić się takim wspaniałym doświadczeniem.

    Chociaż o tym wspominałaś, ja do tej listy dodałabym jako osobny punkt: „Lubią się”… na dłuższą metę, kiedy przygasa w nas fala namiętności, ważne jest by po prostu lubić tą drugą osobę jako człowieka, którego dane było nam spotkać w życiu!

    Fajnie, że wy inwestujecie w swój związek! Oby tak dalej :)

    Pozdrawiam Cię,

    Panna Joanna

  • Diana .

    Ja bym dodała jeszcze że przytulają się (- bliskość jest bardzo ważna), nie żywią uraz, nie dopuszczają do domysłów, nie pogrywają w gierki by sobie dokopać, a w razie nieporozumień rozmawiają i mówią to co im nie pasuje bez oceniania – nawet najgorszą prawdę, nie urzywają zwrotów: „Ty zawsze, nigdy, w ogóle”… polecam konferencję Marka Gungora na yt (5 części) pierwsza ma tytuł „01 Mark Gungor Czym sie rozni mozg mezczyzny od mozgu kobiety” – można się pośmiać . Polecam też „Przytul mnie” Sue Johnson i „Przywiązanie” Bowlby’iego – świetne książki.
    Virginia Satir, amerykańska psychoterapeutka, twierdziła, że aby przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie – trzeba ośmiu uścisków. By się rozwijać, trzeba dwunastu uścisków dziennie. Coś w tym jest, bo bez tego czuję się jakaś taka bez życia, wyssana.

    • Też mi się wydaję, że coś w tym jest, choć może te konkretne wyliczenia to lekka przesada. Dla mnie te 12 to nawet za mało… ;)

      • Diana .

        No jak ktoś jest w uścisku/objęciach cały wieczór czy całą noc to nie da się tego zliczyć a przelicznika nie znalazłam :P Te wyliczenia to pewnie symbolicznie ot właśnie takie minimum

  • Iga, popraw sobie na PTSD:)
    Co do związków, to jestem w trakcie lektury „Kochaj wystarczająco dobrze” – polecam!

    • Ech, zawsze zostawię literówkę, dzięki :)
      Mam ją na oku od jakiegoś czasu, na pewno po nią sięgnę!